#11 Korona Gór Polski – Lackowa – czyli Beskid Niski nie taki niski

Opublikowane przez aga i mariusz w dniu

Nasz cel – Lackowa (997 m n.p.m.). Niepozorna górka, prawda?

Opinie osób, które wchodziły na Lackową – najwyższy szczyt Beskidu Niskiego po polskiej stronie – nie pozostawiały cienia wątpliwości, że łatwo nie będzie. „Ściana płaczu”, „najostrzejsze podejście zaraz po Rysach”, „najtrudniejsze i najbardziej strome w Beskidzie Niskim”… Nie mogliśmy się już doczekać, żeby osobiście się o tym przekonać 🙂

Krowa z widokiem na Lackową 🙂

To miała być krótka wyprawa – wchodzimy na Lackową z Izb i schodzimy z powrotem. Jedyne 9 kilometrów. Wyszło… trochę więcej i trochę inaczej. Na razie jednak wysiadamy z auta i jeszcze nic o tym nie wiemy 😉

Prosto przed siebie!

Parkujemy niedaleko budynku leśnictwa na szerokiej zatoczce. Idziemy prosto przed siebie przez wioskę, docierając po kilkunastu minutach do drogowskazu. Stąd wchodzimy na niebieski szlak konny, który prowadzi prościutko na Przełęcz Beskid.

Prosto jak na Tylicz, tylko krócej 😉
Dalej prosto, w lewo nie skręcamy…
Hooop, przez kałużę!

I jesteśmy na Przełęczy. Z tego miejsca skręcamy w lewo – prosto w krzaki i idziemy czerwonym szlakiem wzdłuż granicznych słupków.

O, tu – zapraszamy w krzaczki.
Jeszcze jeden drogowskaz, żeby nikt się nie pogubił 🙂

Beskid Niski jest przepięknie dziki – zachwycamy się zielenią, wiekowymi drzewami, niesamowicie różnorodną roślinnością. Tu kozia broda, tam podgrzybek, a obok dziesiątki leszczyn, z których sypią się jeszcze niedojrzałe orzechy.

Zielono nam! Grzybek tu, grzybek tam!

Oho! Zaczyna się podejście! Pierwsze kilkadziesiąt metrów jest jeszcze luzik. Ot, stroma górka w lesie.

Tu jeszcze jest całkiem nieźle 🙂

Jednak im wyżej, tym gorzej. Jest po prostu masakrycznie stromo! Mnóstwo niestabilnych kamieni i śliskich korzeni.

Zdjęcia kompletnie nie oddają stromizny podejścia. W najbardziej newralgicznym miejscach, zdjęć nawet nie robiłam, bo ubezpieczałam chłopaków. Dzień wcześniej i rano padało, więc dodatkowo było mokro i jeszcze bardziej ślisko.

Na szczęście podejście nie jest długie i po ok. 40 minutach wdrapywania się, wchodzimy na prawie płaską ścieżkę prowadzącą na szczyt.

Jesteśmy tacy twardziele, że nie widać po nas śladu zmęczenia 😉
Fajny klimacik w tym lesie 🙂
Omijając przeszkody odkrywamy, że jedni są silni…
… a inni silniejsi 😀

Miękką, leśną dróżką szybko i przyjemnie docieramy na miejsce. Na drzewie dumnie powiewają dwie biało-czerwone flagi i tabliczką z nazwą szczytu (tabliczka nie powiewa 😉 ). Na przeciwko jest drogowskaz słowacki, na którym umieszczona jest też skrzyneczka z pieczątką.

Jest i ona!

I w tym miejscu powinniśmy wrócić tak, jak przyszliśmy. Tylko, że… zaczyna dosyć mocno padać.W pamięci mamy cały czas podejście, a wyobraźnia podpowiada, co może dziać się na nim przy zejściu w deszczu.

Decyzja – zmiana trasy!

Spoglądam na mapę. – Możemy iść dalej czerwonym szlakiem na Ostry Wierch, potem żółtym, znów czerwonym i asfaltem do auta – wymieniam. – To o ile więcej kilometrów zrobimy? – pyta Mariusz. – Tak z 10. Tylko nie mamy dużo jedzenia – odpowiadam. – Eee, jak 10, to chodźmy – mówi. Później okazało się, że zrozumiał, że 10 kilometrów będzie miała cała trasa 😉

Zejście czerwonym szlakiem w stronę Ostrego Wierchu jest strome, ale nie tak bardzo, jak podejście od strony Izb. Biegowym tempem osiągamy Przełęcz Pułaskiego (743 m). Stamtąd podejście na Ostry Wierch (938 m n.p.m.) – drugi co do wysokości szczyt w polskiej części Beskidu Niskiego. Chwilę dalej przechodzimy przez Białą Skałę (903 m n.p.m.).

Wędrowców chroni św. Józef…
Podejście pod Ostry Wierch.
Biała Skała (903 m n.p.m.)

Tutaj kończą nam się zapasy jedzenia i do końca zostaje jedynie ostatnia paczka Mamby. Z nabożną czcią wydzielam chłopakom co jakiś czas po kawałku tej cennej racji żywnościowej 😀 Jednak o dziwo – humory jeszcze dopisują – chociaż co chwilę padają znamienne słowa: „masz coś do jedzenia?”, „daleko jeszcze?”.

Cały czas schodzimy po żółtych znakach, a tuż przed skrzyżowaniem z czerwonymi na Ropki, wchodzimy na leśną drogę, która po chwili łączy się właśnie z czerwonym szlakiem.

I tak przez 4 kilometry…

Wędrujemy już prawie płaską, szutrową drogą przez las, do momentu, gdy łączy się z asfaltem. To znak, że jesteśmy przy drodze do Izb.

Asfalt – to, czego tygryski nie lubią w górach najbardziej 😉
Kościół św. Łukasza Ewangelisty w Izbach (dawna cerkiew greckokatolicka pod tym samym wezwaniem).

No i niestety – trzeba drałować przez wioskę. Czego się jednak nie robi, żeby dostać się wreszcie do auta i pojechać po coś do jedzenia 🙂 Po dzisiejszej wyprawie wiemy jedno – nawet na krótką wycieczkę pakujemy duże zapasy 🙂

P.S.

A najlepszą nagrodą dla dzieciaków za trud Beskidu Niskiego, był plac zabaw w Izbach i najwyższe „koniki” do huśtania, jakie kiedykolwiek widzieliśmy 🙂

Na koniec tradycyjnie poglądowe mapki…

Informacje praktyczne:

  1. Długość trasy według mapy ok. 16,7 km – wyliczona na podstawie mapy turystycznej i Google Maps – ta pierwsza bierze pod uwagę tylko oznakowane szlaki, druga zliczyła nam asfalt 😉 Czas według mapy ok. 5 godz. 30 minut, a nasz 6 godz. 30 minut (właściwie nie robiliśmy po drodze dłuższych przerw).
  2. Data wycieczki 1.08.2019.
  3. Suma podejść 727 m, suma zejść 828 m (nie licząc drogi asfaltowej).
  4. Na całej trasie nie ma żadnego schroniska.
  5. Podejście pod Lackową do łatwych nie należy – szczególnie, gdy jest mokro – jest stromo, do tego mnóstwo śliskich kamieni i korzeni.
  6. W naszym wariancie trasy trzeba wędrować w drodze powrotnej ponad 2 km asfaltem przez wioskę – niezbyt fajne, ale woleliśmy to, niż bardzo strome zejście po śliskich kamieniach i korzeniach z dziećmi.

Chcesz zobaczyć więcej zdjęć? Zapraszamy do galerii 🙂

Spodobało Ci się? Podaj dalej :)

2 Komentarze

Jakub · 4 stycznia 2020 o 13:47

Hej, przyjemne uczucie po latach zobaczyć, że moje wypalane w pośpiechu tabliczki drewniane komuś wskazują drogę, kiedy ja zdobywałem Lackową było tak dziko i ubogo z oznakowaniami, że po roku wróciłem z tabliczkami. Pozdrawiam.

    aga i mariusz · 6 stycznia 2020 o 10:49

    Wow, ale niesamowite wirtualne spotkanie 😀 tabliczki bardzo, bardzo pomocne i idealnie wpisują się w klimat Beskidu Niskiego 😀 w ogóle świetna inicjatywa, pozdrawiamy serdecznie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *