#8 Korona Gór Polski – Wysoka Kopa w magicznych Górach Izerskich

Opublikowane przez aga i mariusz w dniu

W niedzielny, trochę pochmurny poranek, budzik dzwoni o 6.30. – To co? Idziemy dzisiaj w góry? – pytam zaspanego Mariusza. – Dobra – odpowiada ziewając. – Tylko gdzie? – Hmm… Może Góry Izerskie? – pytam, ale już wiem, że i tak właśnie tam ruszymy.

Pewnie myślicie, że w tym momencie nastąpiła szybka akcja i maksymalnie godzinę później byliśmy już w drodze… Nic z tego 😉 Dzisiaj nigdzie się nie spieszyliśmy – ani podczas pakowania plecaków, ani podczas całej wędrówki. Ta wyprawa była wybitnie ślamazarna… Bo przecież kto by się spieszył w Dzień Taty!

W aucie, spakowani, z zapasami jedzenia i picia (za małymi jak się później okazało) byliśmy dopiero o 9.00. Na miejsce startu, czyli do Rozdroża Izerskiego, docieramy po jakichś 50 minutach. Na dużym, leśnym parkingu zostawiamy auto i ruszamy żółto-zielonym szlakiem.

Dzisiaj przyświeca nam myśl „spiesz się powoli”…

Po chwili szlak się rozchodzi – zielony na lewo, żółty na prawo. My zostajemy na żółtym, wędrując prostą, szeroką, szutrową drogą do Rozdroża pod Kopą (999 m n.p.m.).

I taka droga prowadzi nas przez najbliższe 4 kilometry.

Tę część szlaku pokonujemy w naprawdę ślimaczym tempie z przerwami na: „maaamoooo, gorąco, muszę założyć krótkie spodenki”, „jestem już głodny!”, „możesz sięgnąć naleśnika z plecaka?”, „zimno mi, muszę założyć bluzę”, „jeszcze jednego naleśnika”, „gorąco, muszę ściągnąć bluzę”, „aaaa, muchy mnie gonią”, „mogę wejść na te drzewa?”, „tatooo…. pomóż zejść!!!”, „o, jaka ładna gąsienica”…

Po co iść prostą drogą, skoro można ją sobie utrudnić?
Aaaa!!! Trzymaj mnie!

Żeby nie było, że ciągle pnie i pnie, dla urozmaicenia krajobrazu piękne i niebezpieczne naparstnice (więcej o nich pisaliśmy tu).

Uf, wreszcie dotarliśmy do Rozdroża pod Kopą. Przerwa na jedzenie (znowu!) i wkraczamy na czerwony szlak.

Zapasy jedzenia znikają w błyskawicznym tempie 😉

Tutaj z każdym kilometrem robi się już coraz ciekawiej, a krajobraz co chwilę zaskakuje nowymi widokami.

Za nami Stóg Izerski i Świeradów Zdrój.
Przed nami Sine Skałki.

Po około półgodzinnej wędrówce zdobywamy Sine Skałki, skąd roztacza się piękna panorama na Góry Izerskie. Na szlaku spotykamy jedynie kilku rowerzystów. Turystów pieszych póki co brak. Ignasiek zmęczony zasypia po drodze w nosidle.

Punkt widokowy na Sinych Skałkach.
Zoom na Świeradów…
… i na liberecki Ještěd.

Wędrujemy dalej czerwonym szlakiem, pilnując mapy, żeby nie przegapić ścieżki odbijającej na prawo na Wielką Kopę. Najwyższy szczyt Gór Izerskich nie leży bowiem przy szlaku. Żeby go zdobyć, trzeba wejść na nieoznakowaną ścieżkę. Na szczęście okazuje się, że wejście na nią przegapić trudno – tuż obok wiaty jest wyraźnie wydeptana dróżka. Życzliwi turyści wyryli nawet pomocne informacje na drewnianej belce…

I tuż przed wiatą odbijamy na prawo.
Zgodnie z „drogowskazem” 😀

Około półkilometrowy odcinek drogi na szczyt, wiedzie miękką ściółką wśród zielonych krzaczków jagód i pięknie kwitnących na torfowiskach wełnianek wąskolistnych. Spacer w stronę Wysokiej Kopy (1126 m n.p.m.) to prawdziwa przyjemność!

Cała łąka wełnianki wąskolistnej.
Trochę wyobraźni i oto mamy konika wśród traw 😉
Aj, wpadłem do rowu! Na szczęście brat jest w pogotowiu, a rów bez wody 😉
Wysoka Kopa zapozowała z nami do selfie 😉

Ósmy szczyt do Korony Gór Polski zdobyty, a my jesteśmy mniej więcej w połowie trasy. Przed nami najpiękniejsza jej część – wracamy na czerwony szlak i Masywem Zielonej Kopy idziemy w stronę Rozdroża pod Izerskimi Garbami. Szlak jest po prostu zachwycający – zobaczcie sami!

Zielone doliny…
urokliwe torfowiska…
cudownie pachnący las…

Po wyjściu z lasu, czerwony szlak łączy się z niebieskim i zielonym, prowadząc asfaltową drogą do Kopalni Kwarcu „Stanisław”. Oj, asfalt w górach to złooo… Na szczęście to tylko krótki fragment.

A na tym zdjęciu powyżej głowy Antka, jedna z wielkich, upierdliwych much, które raz po raz uprzykrzały wędrówkę 😉
Znowu przerwa… 😉

Przed nami najwyżej położony kamieniołom w Polsce, Kopalnia kwarcu „Stanisław” (1050 m n.p.m.).

Od wieków miejsce to było znane z występowania pięknych kryształów kwarcu, głównie mlecznych i różowych. Jako pierwsi, bogactwo góry poznali Walonowie znajdując kryształy górskie i ametysty. Wdrapujemy się oczywiście na samą górę, bo widoki, jakie się stąd rozciągają, zapierają dech w piersiach!

Tuż przed nami Szrenica i Śnieżne Kotły…
dalej można dojrzeć również Śnieżkę.

Przed nami fantastyczne widoki na całą panoramę Karkonoszy, a za plecami zniszczone budynki, z tablicami ostrzegającymi przed zawaleniem. Na trasie nadal spotykamy tylko pojedynczych rowerzystów.

Opuszczamy kopalnię i wciąż wędrując czerwono-niebiesko-zielonym szlakiem dochodzimy do Zwaliska (1047 m n.p.m.) – tajemniczej grupy skalnej, która owiana jest niesamowitymi legendami. W jej skład wchodzą Skalna Brama, Skarbki i Wieczorny Zamek.

Za chwilę pojawią się tajemnicze skały, a na drzewie miniaturowa kapliczka. Może ma chronić przed złymi mocami, które tu krążą?

Jako pierwsze pojawiają się Skarbki, to z nimi związana jest jedna z najciekawszych legend. Według podań, we wnętrzu skały znajdują się nieprzebrane ilości złota, srebra i kamieni szlachetnych. Wejście otwiera się jednak tylko raz do roku, zawsze o północy, za każdym razem innej nocy. Podobno największe prawdopodobieństwo jest w Noc Świętojańską. A my byliśmy w dzień, kilka godzin przed zachodem świętojańskiego słońca… Gdyby nie to, że chłopaki zjedli wszystkie zapasy, to poczekalibyśmy do północy 😉 Ech… taka okazja…

Pierwsza ze skał – Skarbki.
Ze Zwaliska można podziwiać widoki na kopalnię „Stanisław”

Jak głosi kolejna z legend, Wieczorny Zamek został przemieniony w skały rzuconym na niego przekleństwem. Raz do roku, zawsze w inną noc, ukazuje swe prawdziwe oblicze, pełne świetności. Kto będzie miał czyste serce, odnajdzie klucz do drzwi i posiądzie skarby.

Wieczorny Zamek… podobno jest zaklętą i pełną skarbów warownią.
Ostatni fragment czerwonego szlaku – przed nami Wysoki Kamień, ale my za chwilę skręcamy w lewo.

Opuszczamy zaczarowane skały, które nawet w słonecznym świetle robią niesamowite wrażenie. Przed nami ostatnia część drogi – od Rozdroża pod Zwaliskiem wchodzimy na zielony szlak, który odbija w lewo i 3-kilometrową trasą prowadzi nas do parkingu przy Rozdrożu Izerskim.

Zielony szlak naprawdę jest zielony…
W blasku popołudniowego słońca docieramy do auta.
Przekrój trasy z Rozdroża Izerskiego na Wysoką Kopę i z powrotem przez Kopalnię Kwarcu „Stanisław” i Zwalisko.

Informacje praktyczne:

  1. Trasa według mapy wynosi 14 km, czas przejścia 4 godz. 10 min. Rzeczywista długość ma około kilometra więcej – doliczyć trzeba dojście na Wysoką Kopę i na Kopalnię „Stanisław”. Nasz czas to… 7 godz. 30 minut – od godz. 10.00 do 17.30!!! 1/3 drogi Ignaś szedł na 3-letnich nóżkach sam, co znacznie spowolniło nasze tempo. Na Wysokiej Kopie zrobiliśmy półgodzinną przerwę, podobnie w kopalni i na Zwalisku.
  2. Data wycieczki 23.06.2019.
  3. Na całej trasie nie ma schroniska, trzeba zadbać o odpowiednią ilość jedzenia i picia. Od Rozdroża pod Zwaliskiem jest co prawda niedaleko do Wysokiego Kamienia, ale schronisko jest czynne tylko do godz. 16.00. Dla nas już było za późno.
  4. Parking na Rozdrożu Izerskim jest bezpłatny.
  5. Jeśli będziecie iść przez Zwalisko, koniecznie poczytajcie wcześniej legendy z nim związane 🙂
  6. To idealna trasa, jeśli szukacie wyludnionych miejsc. Ludzi na szlaku praktycznie w ogóle nie było, pomimo że zaczęły się wakacje i wędrowaliśmy w niedzielę.
Po więcej zdjęć zapraszamy do galerii 🙂
Spodobało Ci się? Podaj dalej :)

0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *