Jak zrobić sobie dobrze, czyli Śnieżne Stawki, Śnieżne Kotły i Czarny Kocioł

Published by aga i mariusz on

Co mama trójki dzieci może zrobić w piątek wolny od pracy, gdy mąż wyjechał na studia, potomstwo w szkole i przedszkolu, a na zewnątrz pogoda cud? Robić pranie? Gotować? Sprzątać? Nieeee! Jak najszybciej pobiec w góry i zrobić sobie dobrze 😉 Juhuuu – no to lecę!!!

Na całkowitym spontanie, szykując chłopaków do szkoły i przedszkola, wskakuję w górskie ciuszki, pakuję lekki plecak i po odstawieniu najmłodszego śmigam na autobus nr 15 do Jagniątkowa. Nawet nikt nie dziwi się, że mama z plecakiem do pracy idzie, a ja nie zdradzam nikomu swoich planów.

W autobusie obmyślam trasę… Hmm… drugie śniadanie zjem dzisiaj na Śnieżnych Stawkach. Taki plan na szybko, bo czasu mało, muszę przecież wrócić autobusem i zdążyć odebrać Ignasia z przedszkola. Czyli trzeba zagęścić ruchy. Przekonam się więc na ile mam dobrą kondycję, żeby pobiegać po górach bez dzieci 😉 Wysiadka przy muzeum Dom Gerharta Hauptmanna i niebieskim szlakiem (Koralową Ścieżką) w górę.

Wiata przy Trzeciej Drodze.

Koralową Ścieżką na Śnieżne Stawki

Niebieski szlak od Jagniątkowa zna chyba większość turystów – droga w górę przez las, z wiatą turystyczną przy Trzeciej Drodze. Trochę kamieni, trochę korzeni, ptaszki śpiewają, słonko przebija się przez świerkowe gałęzie, a ja pomykam w górę jak mały samochodzik. Jakoś tak dziwnie szybko docieram do grupy skalnej Paciorki, szybki rzut oka na pierwsze widoki i dalej przed siebie. Nie, tu jeszcze nie robię przerwy. Za to cieszę się jak szalona, gdy wbiegam na kładki, a przede mną otwiera się widok na grzbiet Karkonoszy. Taaaak, tego mi brakowało, tej przestrzeni, tego nieba, tego zapachu, tej ciszy. Dzika radość w sercu, mówię wam!

Takie widoczki z platformy na Paciorkach.
Uhahane selfie na Koralowej Ścieżce.
Aż chce się biec!

Biegnę po tych kładkach jak szalona, a przy Rozdrożu pod Wielkim Szyszakiem wskakuję na zielony szlak wiodący prosto na Śnieżne Stawki. Jeszcze chwila, jeszcze moment i… jest! Jeden z najpiękniejszych, najbardziej majestatycznych widoków po polskiej stronie Karkonoszy – Śnieżne Kotły w całej okazałości. I te cudowne stawki, w których odbija się cały błękit nieba. Nie jestem w stanie iść spokojnie tym szlakiem, zbiegam po kamieniach, żeby jak najszybciej zacumować pośrodku tej baśniowej krainy i chłonąć to przepiękne, pierwszopaździernikowe przedpołudnie.

Widok, w którym nie sposób się nie zakochać – Śnieżne Kotły.
Śnieżne Stawki w błękicie nieba.
Czy to na pewno w górach?

Jak to dobrze, że jest październik

Jakże się cieszę, że żyję na świecie, w którym istnieje październik! Jakież to byłoby okropne, gdyby natychmiast po wrześniu następował listopad! /L.M. Montgomery, Ania z Zielonego Wzgórza

Po zrobieniu szalonej serii zdjęć, siadam wygodnie pod głazem, który osłania od wiatru (uuu, wieje, wieje i to jak!), wystawiam buzię do słońca, popijam herbatę z sokiem malinowym i uśmiecham się do siebie. Teraz jest mi najlepiej na świecie… Cieszę się, tak egoistycznie, że dookoła nie ma nikogo, że mam to miejsce teraz tylko dla siebie. No po prostu lepiej być nie mogło 🙂

I tak siedząc, zerkam na górę w stronę Śnieżnych Kotłów i zastanawiam się po cichu: może zdążę też tam podskoczyć dzisiaj? Dobra, dwa razy nie muszę sobie tego powtarzać! Zawijam się z powrotem do Rozdroża pod Wielkim Szyszakiem rzucając jeszcze tylko na odchodne zakochane spojrzenie w stronę Śnieżnych Stawków.

Tak niewiele do szczęścia potrzeba, trochę gór, trochę nieba…

Hyc, hyc na Śnieżne Kotły

No to cisnę niebieskim w górę. Krótkie, ale mocne podejście i już jestem na czerwonym szlaku, a Śnieżne Kotły są prawie na wyciągnięcie ręki. Drogę po równo ułożonych kamieniach (niektóre ruchome) pokonuję błyskawicznie i już stoję nad krawędzią Wielkiego Kotła. Widoki stąd są fantastyczne – w zasięgu wzroku wszystko, co najpiękniejsze – Kotlina Jeleniogórska, Góry Izerskie, Rudawy Janowickie. Miodzio! Oczywiście, o ile nie ma chmur 😉

Śnieżne Kotły z niebieskiego szlaku.
Ostatnia prosta do celu.

No to co dalej? Pooglądane, oczy i serce nacieszone, czas wracać. Żeby nie było tak samo, wymyślam na szybko, że wracam czerwonym szlakiem, ale trochę dalej – do Czarnej Przełęczy. Stąd niebieskim w dół do Rozdroża pod Śmielcem, a potem przeskok na zielony i do Czarnego Kotła Jagniątkowskiego. Żeby było szybciej, cały ten odcinek po prostu zbiegam 🙂

Królowa w oddali.
Czarna Przełęcz – tutaj w dół na niebieski szlak.
Niebieski szlak od Czarnej Przełęczy.

W Czarnym Kotle Jagniątkowskim

I znów cisza… I znów słońce, i błękit nieba… Robię tutaj kolejną, trochę dłuższą przerwę. I tak jak przy stawkach, siadam na ziemi, opieram się o skałę, buzię wystawiam do słońca, wyciągam przed siebie nogi i piję herbatę z sokiem malinowym. Acha, i jeszcze bezkarnie obżeram się Kit Katem z masłem orzechowym. Po raz drugi tego dnia osiągam pełnię szczęścia… Tylko gdzie ja to szczęście pomieszczę? Chyba w kieszeniach na czarną godzinę pochowam 😉

Zajadając batona sprawdzam autobus i okazuje się, że jeśli zejdę stąd prosto na dół, to będę musiała czekać na przystanku prawie godzinę. Łeee… Nie chcę tak. A może wydłużę po prostu trasę? Taaak! Wystarczy tylko iść dalej Ścieżką nad Reglami do krzyżówki z Bażynowymi Skałami i tam wejść na Petrowkę (czarny szlak). No i w dół do Jagniątkowa. Jakie to proste 🙂 Zatem w drogę!

Teraz już serio wracam

Dobra, szczerze mówiąc, ten odcinek Ścieżki nad Reglami specjalnie malowniczy nie jest. Ot, kamienisto-korzenista ścieżka w lesie plus trochę błotka gdzieniegdzie. Ale nic to, ważne, że można iść, oddychać czystym powietrzem i głowę przewietrzyć od wszystkich spraw, które zostały tam na dole. Tylko teraz serio muszę się spieszyć, bo jak mi autobus zwieje, to będzie kiepsko. Więc znów, hyc, hyc po kamieniach i korzeniach, mijam po drodze jakiegoś pana: „o, pani tak pędzi!”, w biegu wołam: „dziecko z przedszkola muszę jeszcze odebrać”. I chichram się do siebie, że niby taka matka-Polka wyrwała się w góry i po dziecko biegnie 😀

O, jest już rozdroże, jest Petrowka (nie przepadam za tym szlakiem), a ja mam w zapasie 15 minut do przodu. Dzięki temu po zejściu do Jagniątkowa zdążę jeszcze kupić flat white i wypić ją na huśtawce, machając wesoło zmęczonymi syrkami.

I to koniec. Wsiadam do autobusu i zostawiam góry za sobą. W kieszeniach mam poupychane kawałki szczęścia, które będę wyciągać w potrzebie – w złości, braku cierpliwości, zmęczeniu. Wyciągnę wtedy kawałek błękitu znad Śnieżnych Stawków, kawałek wiatru ze Śnieżnych Kotłów albo promyk słońca z Czarnego Kotła. I poczaruję rzeczywistość. Może zadziała, kto wie?

Wasze zdrowie!

Informacje praktyczne:

  1. Długość trasy i czas przejścia według mapy: 21,2 km, 7:40 h. Mój czas 5:30 h łącznie z odpoczynkami (ale trochę biegałam).
  2. Data wycieczki: 1.10.2021
  3. Po drodze nie ma żadnego schroniska, więc pamiętajcie o wałówce do plecaka.
  4. Trasa wymaga przygotowania kondycyjnego, jeśli nie chcemy na drugi dzień umierać z powodu zakwasów (jest tu trochę ostrych podejść i zejść).
  5. Na szlaku jest sporo kamieni/głazów wielkich i mniejszych oraz korzeni, więc trzeba uważać na nogi, żeby nie nabawić się kontuzji.
  6. Niestety, ale nad Śnieżne Stawki, Czarny Kocioł (i cała Ścieżka nad Reglami) oraz Petrowkę nie pójdziemy z psem. Są to odcinki zakazane przez KPN na wędrówki z czworonogami.

0 Comments

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *