Na Szrenicę przez Panczawski Wodospad

Published by aga i mariusz on

Jak odpowiednio pożegnać kończący się rok? No oczywiście, że porządną wyprawą w góry! Tam, gdzie mróz, gdzie śnieg i biała pustynia aż po horyzont.

Ubierajcie się ciepło i pakujcie plecaki, bo przed nami przepiękna zimowa trasa na Szrenicę ze Szklarskiej Poręby przez Schronisko pod Łabskim Szczytem, Panczawski i Łabski Wodospad. Po prostu bajka!

Prolog

Nocleg na Szrenicy udaje mi się szczęśliwym trafem zarezerwować kilka dni przed Świętami Bożego Narodzenia. Dwupokojowy apartament z łazienką (wow!) jakby specjalnie na nas czekał, bo wszystkie inne pokoje obłożone w pełni (wiadomo, okres świąteczny). W dodatku można nocować z psem. Wszystko układa się pięknie, a ja obmyślam trasę. Nie za trudną, bo przecież z trójką dzieci zimą nie ma co szaleć. Niestety, Ignasiek łapie przed świętami ospę, więc wypada ze składu i zostaje z babcią. W Wigilię sprawdzamy prognozę na 26 grudnia – oj, zimno będzie, -15 stopni. Trudno, najwyżej skrócimy trasę jak chłopakom i Monti (bokserce) nie będzie komfortowo. Plan minimum to wejście pierwszego dnia przez Schronisko pod Łabskim szczytem na Szrenicę. Plan maksimum – na Szrenicę przez Panczawski Wodospad. Wkrótce okaże się, że zrobimy jednak jeszcze więcej 🙂

Dzień pierwszy – ze Szklarskiej Poręby przez Schronisko pod Łabskim Szczytem, Łabski i Panczawski Wodospad na Szrenicę

Spoglądam rano na termometr – gdzie jest ten słupek rtęci? Uuuu… zleciał do -17!!! Może u góry będzie cieplej? Płonne nadzieje, po 9.30 rano na żółtym szlaku prowadzącym do Schroniska pod Łabskim Szczytem jest równie zimno. Mróz szczypie w policzki, mrozi czubki palców w grubych rękawiczkach, ale jednocześnie pięknie skrzypi pod nogami. Ta melodia towarzyszyć nam będzie dziś przez cały dzień. Skrzyp, skrzyp, chrup, chrup. Wędrujemy szybkim krokiem w górę, poranne słonko przebija się pomiędzy drzewami i rozświetla złociste drobinki śniegu.

na Szrenicę
na Szrenicę
na Szrenicę
Żółty szlak trochę oblodzony.

Im wyżej, tym bardziej wilgotno się robi, co odczuwa broda Mariusza, moje włosy i obiektyw, który pierwszy raz w życiu pokrywa się szronem. Tymek z kolei tak intensywnie maszeruje, że łamie dwa kijki trekkingowe (nikt nie ma pojęcia, w jaki sposób tego dokonał ;). Żeby nie było zbyt pięknie, Antek zaczyna marudzić i płakać, że buty na piętach go obcierają. – Musisz wytrzymać do schroniska, przecież nie zdejmę Ci butów i skarpetek na takim mrozie. Już niedaleko, dasz radę, jeszcze tylko dwa zakręty i jesteśmy na miejscu – motywuję go.

na Szrenicę
Kukułcze Skały (1053-1125 m n.p.m). Dopiero po zrobieniu zdjęcia zobaczyłam, że obiektyw pokrył się szronem 😉
na Szrenicę
Widok w stronę kotliny i Borówczane Skały na pierwszym planie.

Schronisko pod Łabskim Szczytem (1170 m n.p.m.)

Po trochę ponad 1,5 godziny od startu docieramy do pierwszego ciepłego punktu – wyczekane Schronisko pod Łabskim Szczytem. Termometr przed wejściem pokazuje -12. Z radością wchodzimy do środka, żeby rozgrzać się i napić ciepłej herbaty. Od razu sprawdzamy pięty Antka – nie ma najmniejszego śladu obtarcia. Może skarpetka mu się podwinęła? Ważne, że nic się nie dzieje i po półgodzinnej przerwie możemy ruszać spokojnie w dalszą drogę.

na Szrenicę

– Chłopaki, przed nami tylko ostre zimowe podejście, a potem już będzie prawie płasko – optymistycznym głosem wołam po wyjściu ze schroniska. Okazuje się, że mój optymizm nie zadziałał tak, jakbym chciała. W połowie podejścia tempo spada już do ślimaczego, a Antek woła, że znowu bolą go pięty. Mariusz z Monti idzie do przodu, żeby nie marzła, mi pozostaje motywujące nawoływanie chłopaków. – Hej, zobaczcie jak pięknie widać Szrenicę! A tutaj jakie fantastyczne śniegowe stwory świerkowe! Spójrzcie tylko jaki widok za nami! O, już prawie koniec podejścia. Ale cudownie świeci słonko, super, co? No dawaj, dawaj, prawie jesteśmy.

Wreszcie po 50 minutach stajemy przy Czeskiej Budce (1406 m n.p.m.), na płaskim jak naleśnik grzbiecie Karkonoszy, w pełni blasku oślepiającego słońca, na białej, śnieżno-lodowej pustyni. Jest po prostu PRZE-PIĘK-NIE!!!

na Szrenicę
na Szrenicę

Na czeską stronę

Podczas, gdy zdecydowana większość turystów ciągnie w stronę Śnieżnych Kotłów, my kierujemy się żółtym szlakiem w kierunku zasypanych Źródeł Łaby, a dalej czerwonym i zielonym (Bucharova cesta) po wydeptanych i wyjeżdżonych nartami śladach do Labskiej boudy.

na Szrenicę
Iść, ciągle iść w stronę słońca…
na Szrenicę
Zasypane Źródła Łaby 🙂
na Szrenicę
Labska bouda, w oddali po lewej stronie widoczna Śnieżka.

Labská bouda przez wielu uważana jest za najbrzydsze schronisko (właściwie to hotel) w Karkonoszach. Betonowy moloch w tak przepięknym krajobrazowo miejscu zawsze kłuł nas w oczy i szczerze mówiąc nigdy nie zachęcał, aby wejść do środka. Dzisiaj też się tu nie zatrzymujemy. Idziemy zgodnie z planem w stronę Panczawskiego Wodospadu. No, prawie zgodnie z planem… – Chłopaki, a może zejdziemy najpierw do Łabskiego Wodospadu? To tylko troszkę w dół – proponuję. Słowo „w dół” jest tu kluczowe i nieistotne jest w tym momencie, że potem nastąpi „w górę” 😉

na Szrenicę
Retro narciarz z psią ekipą 🙂
na Szrenicę
Lodospad przy Łabskim Wodospadzie.

I w ten sposób, bonusowo mamy nieplanowany wcześniej punkt wyprawy – Labský vodopád. Jeden z największych i najbardziej znanych czeskich wodospadów. Z mostku widokowego podziwiamy częściowo zmrożone kaskady, ale największy zachwyt budzi lodospad na skalnych ścianach. Po chwili wracamy z powrotem na górę, przy schronisku wchodzimy na czerwony szlak i wędrujemy prosto na drugi z wodospadów.

na Szrenicę
Ładowanie baterii i poziomu wit. D.

Wodospad Panczawski/Pančavský vodopád

Idziemy wąską ścieżką, która prowadzi skrajem kotła. Idziemy, idziemy i nagle – o, to już tu! – Mamo, ale tu nie ma żadnego wodospadu – mówi ze zdziwieniem Tymek. – Yyyy… No jak nie ma? Zobaczcie, tam pod śniegiem, to najwyższy karkonoski wodospad o wysokości 148 m i całkowitej wysokości wszystkich kaskad 250 m – próbuję wpłynąć na wyobraźnię. – Ten strumyczek? Serio? – ironicznie dopowiada Antek.

No dobra, powiedzmy to szczerze, dzisiaj Panczawski Wodospad nie robi na nikim wrażenia. Poza tym za bardzo nie podejdziemy do krawędzi, żeby spojrzeć w dół, bo Czesi zdemontowali na zimę słupki i łańcuchy zabezpieczające punkt widokowy. Mimo wszystko ogromnym plusem tego miejsca jest zachwycająca panorama na Dolinę Łaby. Łapiemy widoki, przestrzeń i zawijamy w drogę powrotną.

na Szrenicę
na Szrenicę
Panczawski Wodospad i Dolina Łaby.
na Szrenicę
Małe szaleństwa 😉

Na Szrenicę by się szło…

Nie ma co, czas się zbierać na polską stronę, bo do zachodu słońca została godzina, a do schroniska prawie dwie. Sprawdzamy zegarki, wychodzi na to, że na miejsce i tak dotrzemy już trochę w ciemnościach. Trudno, ważne, żeby zdążyć przed zamknięciem kuchni😁

Równo o 15:00 mijamy Labską boudę, a dla podniesienia dobrego nastroju odśpiewujemy Antkowi, który kończy dziś 11 lat, gromkie sto lat i podrzucamy go jedenaście razy. Przechodzący obok Czesi patrzą ze zdziwieniem co się tu wyprawia 😉

na Szrenicę
Opromieniony 11-latek 🙂
na Szrenicę
Łabski Szczyt i RTON Śnieżne Kotły w różowej poświacie zachodzącego słońca.
na Szrenicę
Czy to na pewno góry?
na Szrenicę
Dzielne cztery łapki z panciem.
na Szrenicę

W górach często bywa, że ostatnia prosta jest tą najdłuższą i najtrudniejszą. Nie inaczej jest u nas. Do głosu dochodzi zmęczenie, u Antka znów odzywa się boląca pięta, brzuchy domagają się ciepłego obiadu. – Nie mam już siły! Nigdzie dalej nie idę. Ja tu zostaję. Plecy mnie bolą… – słychać co chwilę od jednego i drugiego.

Po raz drugi tego dnia uruchamiam pakiet motywacyjny. Że wraz z ostatnimi promieniami słońca znika zmęczenie, że fajnie jest pokonywać swoje słabości, że góry to zmaganie się z samym sobą, że schronisko już na dłoni, a tam ciepełko, jedzenie, że każdy krok przybliża nas do celu itp., itd. Ciągną resztkami sił, ale jakoś idzie.

Bez retuszu, po 7-godzinnej wędrówce w mrozie i 14 km. Uśmiechy trochę zdrętwiałe, ale są!

I wreszcie jest!!! Schronisko przed nami wygląda jak odcinający się na ciemnogranatowym niebie domek z piernika, wokół którego ktoś poustawiał lukrowane choinki i inne pyszności. Chłopaki sięgają do głęboko zmagazynowanych pokładów energii i prawie wbiegają pod górę. Otwieramy drzwi i czujemy się tak, jakbyśmy wchodzili w bramy najlepszego królestwa. Czas na zasłużony odpoczynek, ciepły obiad, prezenty urodzinowe, torcik ze świeczkami i dłuuugi sen…

na Szrenicę
Piernikowe schronisko na Szrenicy.

Dzień drugi – ze Szrenicy przez Wodospad Kamieńczyka do Szklarskiej Poręby

Dzień dobry ze Szrenicy! Wszyscy w doskonałych humorach, wyspani, wypoczęci. Dzisiaj trasa spokojna, szybka i w dół. Pałaszujemy śniadanie i ruszamy w drogę! Na zewnątrz jedyne -4 stopnie, ale za to pochmurno i dość mocno wieje. Schodzimy czarnym szlakiem do stacji wyciągu i tam odbijamy w lewo na zielony prowadzący na Halę Szrenicką. Tempo mamy błyskawiczne, po około godzinie od wyjścia ze schroniska, stajemy u stóp Kamieńczyka.

na Szrenicę
Poranny widok z okna.
na Szrenicę
Do zobaczenia Szrenico!
na Szrenicę
Bieg przez Halę Szrenicką.

Przy Kamieńczyku robimy krótką przerwę na kubek gorącej herbaty i coś słodkiego. A czy wiecie, że Wodospad Kamieńczyka jest nie tylko najwyższym w całych polskich Karkonoszach, ale również w całej polskiej części Sudetów? Składa się z trzech kaskad o łącznej wysokości 27 m i nazywany jest Królem Dolnośląskich Wodospadów. Zerknijcie na zdjęcia poniżej jak prezentuje się w wersji zimowej 🙂

Schronisko Kamieńczyk.

Na zakończenie wtopa z Mikołajem

Ostatni odcinek drogi to zejście oblodzonym czerwonym szlakiem (raczki, raczki na buty!!!), przy Rozdrożu pod Kamieńczykiem skręt w prawo na czarny szlak do dolnej stacji wyciągu, a potem spacerek ul. Uroczą na parking do auta. I już! Szybko, prosto, bez żadnych awarii. No dobra, prawie bez… Chociaż to nie awaria, tylko wtopa stulecia!

Podczas schodzenia z Kamieńczyka niechcący wygadałam się przy Antku jak kupiłam Mariuszowi prezent na Mikołaja. – Co zrobiłaś???? – zapytał Antek, a na jego twarzy malowało się przerażenie, zdziwienie, rozczarowanie, wściekłość i dziesiątki innych emocji. Do tego dnia wierzył ogromną dziecięcą wiarą, że prezenty przynosi św. Mikołaj. Z płaczem uciekł do przodu. Potrzeba było czasu, żeby to z nim obgadać i pomimo wszystko zachować wiarę w św. Mikołaja, który nadal działa, ale z drobną pomocą rodziców. Łatwo nie było…

Obowiązkowo raczki!
Mróweczki przy wejściu na żółty szlak prowadzący do Schroniska pod Łabskim Szczytem, gdzie wczoraj zaczynaliśmy wędrówkę.

Epilog

Po powrocie do Jeleniej Góry wzięliśmy Ignaśka od babci i całą ekipą poszliśmy na urodzinową pizzę. Podczas pałaszowania kolejnego kawałka pytamy chłopaków o wrażenia z dwudniowej wyprawy. – Super było! Fajnie bardzo! – stwierdzają zgodnie. – Ale jak to? Przecież złościliście się, but obcierał, byliście zmęczeni – mówimy z Mariuszem prowokacyjnie. – To magia gór – śmieje się Tymek.

I wiecie co? Dla tej magii właśnie warto! Dla tej chwili, gdy po wędrówce siadasz w domu, w schronisku, czy na pizzy i na pytanie „jak było w górach?”, odpowiadasz bez wahania: „super!” Bo wtedy w czarodziejski sposób znikają wspomnienia zmęczenia, złości, czy nawet łez. Przed oczami masz tylko krajobrazy, słońce, śnieg i tylko jedną myśl: w górach jest super! Uśmiechamy się do siebie. To kiedy kolejna wyprawa?

Zasłużona nagroda. Po takiej wyprawie kalorii się nie liczy 🙂
Trasa dzień pierwszy.
Trasa dzień drugi.

Informacje praktyczne:

  1. Długość trasy i czas przejścia według mapy: 1 dzień 14,2 km, 5:15, 2 dzień 6,5 km, 1:30 h.
  2. Data wycieczki: 26/27.12.2021.
  3. Jeśli nie idziemy z dziećmi i mamy dobrą kondycję (a do tego warunki pogodowe zimą sprzyjają), trasę możemy zrobić spokojnie w jeden dzień.
  4. Na trasie znajduje się pięć schronisk – pod Łabskim Szczytem, Labska bouda, Szrenica, na Hali Szrenickiej i Kamieńczyk. Jest więc gdzie się zatrzymać, zjeść coś ciepłego i ogrzać się.
  5. Schronisko na Szrenicy jest przyjazne dla czworonogów. Psy mogą nocować za dodatkową opłatą 30 zł.
  6. Najtrudniejszym fragmentem trasy (dla naszych dzieci) było zimowe podejście od Schroniska pod Łabskim Szczytem do Czeskiej Budki.
  7. Wybierając się zimą w góry, zawsze sprawdzajmy najpierw aktualne warunki i zagrożenia lawinowe, np. na stronie Grupy Karkonoskiej GOPR.
  8. Obowiązkowo raczki/raki, odzież termiczna, ciepła herbata w termosie, ogrzewacze do rąk, zapasowe rękawiczki, powerbank, naładowany telefon.
  9. Polecamy nasz wpis, jak ubrać dziecko na zimową wyprawę w góry.

Zainspirowaliśmy Cię?

Nasze teksty zainspirowały Cię do górskich wędrówek? Odkryły przed Tobą nowe, nieznane wcześniej miejsca lub po prostu pomogły odnaleźć się na górskim szlaku? Jeśli tak, to dla nas znak, że czas poświęcony na prowadzenie bloga, nasze zaangażowanie i koszty, nie poszły na marne. Teraz, jeżeli masz ochotę, możesz wspomóc rozwój bloga właśnie przez tę zrzutkę. Pozyskane w ten sposób środki przeznaczone zostaną na pokrycie kosztów domeny, serwera i usprawnień technicznych.


0 Comments

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *